Rozmowa z Ewą Małgorzatą Wiertelak, właścicielką Marki Medora

Wprowadzanie nowych trendów i przełamywanie schematów to biznesplan, który pozwolił marce Medora stać się liderem rynku.

Moda i medycyna to na pierwszy rzut oka obszary nie mające ze sobą wiele wspólnego. Pani dostrzegła w tym swoją niszę i stworzyła modę medyczną?

Medora zrewolucjonizowała rynek odzieży medycznej pod względem kolorów i fasonów. Chociaż na początku była to tylko intuicja, to nasza firma przygotowała specjalną ofertę kolorowej odzieży dla oddziałów dziecięcych. Od tego czasu każdy dzień umacnia mnie w przekonaniu, że nasza misja ocieplania wizerunku personelu medycznego jest właściwa. Mimo prawie 15 lat obecności w środowisku mody medycznej muszę stwierdzić, że jest to wciąż rynek dość młody, ale za to z ogromnym potencjałem. Jeśli nam się udaje zaskakiwać odbiorców i regularnie wprowadzać nowości to śmiało mogę stwierdzić, że w branży odzieży medycznej jest jeszcze wiele do zrobienia.

Co według pani ma największy wpływ na odniesienie sukcesu w dzisiejszych czasach?

Zawsze uważałam, że najważniejsze jest pozytywne nastawienie i poczucie humoru. W każdej sytuacji należy umieć złapać balans i dystans do tego co robimy. To pomaga utrzymać harmonię zarówno w trudniejszych momentach, jak i chwilach sukcesu. Bez tej równowagi ciężko się w życiu skupić na odpowiednim kierunku działań.

Coraz więcej ludzi świadomie buduje swój wizerunek nie chcąc zatracić w tym jednak swojego „ja”. Czy możemy mówić już o trendzie?

Oczywiście. Każdy chce wyglądać oryginalnie, podążać za modą, ale nie w celu kopiowania trendów, a inspirowania się nimi. Osoby zamawiające naszą odzież medyczną zazwyczaj chcą, aby w ich mundurkach było coś odmiennego, oryginalnego. A my w miarę naszych możliwości staramy się tym oczekiwaniom sprostać. Wszystkim naszym klientom dajemy możliwość spersonalizowania swojej odzieży medycznej poprzez umieszczenie na niej haftu, logotypu firmy albo własnej, wybranej grafiki.

Medora po raz kolejny wyprzedziła rynek produkcją luksusowej linii odzieży medycznej stworzonej przy współpracy z Ewą Minge. Jak ocenia pani ten projekt?

Bardzo dobrze i bardzo pozytywnie. Uważam, że tego typu korelacja w biznesie jest bardzo pożądana i świetnie wpływa na dwa niezależne od sobie światy mody – tej użytkowej, jak i tej medycznej. Jestem przekonana, że polska moda bardzo dużo by zyskała gdyby łączyła się z innymi branżami, nie tylko medyczną. To byłby bardzo duży zastrzyk świeżości w tym środowisku. Z radością czekam na takie inicjatywy.

Stworzona przez panią marka jest aktualnie liderem rynku mody medycznej i ma już ugruntowaną pozycję. Pani pasja jest na pewno dobrą inspiracją dla młodych adeptów mody. Czy ma pani jakieś wskazówki?

Często dostaję takie pytania podczas różnych spotkań branżowych i konferencji. Jestem przekonana, że aby rozpocząć pracę projektanta mody, trzeba mieć w sobie ciekawość świata i ludzi. Należy być bardzo bacznym obserwatorem i wyczuwać nastroje, które płyną wprost od otoczenia. Jak już posiada się taką cechę, trzeba być również bardzo pracowitym i cierpliwym. Bo bez tej cierpliwości każdy kto zacznie pracę w modzie szybko się wypali. Projektowanie odzieży medycznej jest do tego jeszcze obarczone pewnego rodzaju odpowiedzialnością za komfort, jakość i użyteczność tych mundurków. Dla mnie to rodzaj misji, która jednocześnie jest moją pasją. Stąd wszystkim osobom, które chciałyby rozpocząć przygodę z branżą odzieżową polecam książkę Jennifer L. Scott „Lekcje Madame Chic”. To nie jest książka dydaktyczna biznesowo, ale w lekki i przyjemny sposób prezentuje jakie cechy należy w sobie znaleźć, uwypuklić aby odnieść powodzenie w biznesie modowym.

Ostatnio przeczytałem artykuł na temat współpracy pomiędzy firmami Levis i Google dotyczącej nowego modelu kurtki przystosowanej do zdalnego obsługiwania smartfona za pomocą zestawu odpowiednich gestów. Czy według pani można by było ułatwić pracę na przykład w gabinetach stomatologicznych z wykorzystaniem innowacyjnych technologii?

Myślę, że tak. Medycyna i technologia są dziś na takim etapie rozwoju, że wszystko jest możliwe. Pytanie tylko w jakim zakresie urządzenia technologiczne mogłyby pomóc stomatologom w wykonywaniu jeszcze lepiej i sprawniej ich pracy? Jeśli miałabym poczuć się Lemem i tworzyć bardzo futurystyczne rozwiązania odzieżowe, to idealnym odkryciem byłby rentgen w guzikach uniformów mojej produkcji. Wyobraża sobie pan taką sytuację, że siada Pan na fotelu w gabinecie stomatologicznym i tylko dlatego, że lekarz ma na sobie mundurek firmy Medora od razu podczas takiej wizyty zrobiono by panu rentgen? Zanim ktoś podjąłby się leczenia pana uzębienia, wiedziałby już który ząb jest w jakim stanie i od czego zacząć działania stomatologiczne. Wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, może nawet wywołuje uśmiech na twarzach gdy się o tym mówi, ale ja naprawdę wierzę że w technologii wszystko jest możliwe. Oby tylko ze zdrowym umiarem.

Roman Kędzierski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wprowadź swoje imię

*