Od ponad 35 lat firma z Piły wyznacza standardy w gospodarce komunalnej, łącząc innowacje z troską o środowisko. Przedsiębiorstwo nie tylko oczyszcza ścieki, ale także przekształca odpady w produkty wspierające rolnictwo i zrównoważony rozwój. W rozmowie z redaktorem Łukaszem Zubikiem prezes spółki GWDA, dr inż. Tomasz Wojciechowski, opowiada o unikalnych rozwiązaniach, planach budowy biogazowni i wyzwaniach związanych z gospodarką o obiegu zamkniętym.
ŁZ: Co sprawia, że GWDA wyróżnia się na tle innych przedsiębiorstw komunalnych?

TW: Nasza firma może się pochwalić wieloletnią tradycją i wieloma osiągnięciami. Od ponad 35 lat oczyszczamy ścieki dla miasta Piły. A nawet przez kilka miesięcy w ciągu roku nasza oczyszczalnia przechodzi we wzmożony tryb pracy i przyjmuje dodatkowe ścieki przemysłowe z ładunkiem odpowiadającej drugiemu miastu. Dzieje się tak ponieważ współpracujemy z dużym zakładem przemysłu ziemniaczanego, dla którego oczyszczamy ścieki produkcyjne. Dostosowaliśmy instalację do tych, mocno obciążonych, ścieków przemysłowych. Sprostaliśmy temu trudnemu wyzwaniu czyniąc z tej działalności dodatkowe źródło przychodów. Dzięki temu przetrwaliśmy wyjątkowo trudne czasy – od turbulencji wywołanych pandemią po skutki wojny na Ukrainie.
ŁZ: W którym momencie pojawiła się przestrzeń na innowacje i na czym one polegają?
TW: Przełom nastąpił, gdy spojrzeliśmy na odpadową masę biologiczną bardziej holistycznie. Choć początkowo wydawała się ona niewdzięcznym odpadem, postawiliśmy sobie za cel przekształcenie jej w coś wartościowego. Już 20 lat temu stwierdziliśmy, że wszystko, co pochodzi z natury, powinno do niej wrócić, było to podejście, które wyprzedzało ideę gospodarki o obiegu zamkniętym. Dziś przekształcamy odpady w produkty rynkowe, takie jak komposty, nawozy i polepszacze gleby, co ma kluczowe znaczenie w obliczu zmian klimatycznych.
ŁZ: Więc dla GWDA odpady to nie problem, a surowiec?
TW: Tak. Przekształcony w produkty, które służą rolnikom i wspierają zrównoważony rozwój. Kompostowanie odpadów biologicznych pozwala nie tylko na ich bezpieczne zagospodarowanie, ale również poprawia jakość gleby. Rolnicy uzyskują wyższe plony, a gleba staje się bardziej odporna na zmiany klimatyczne, takie jak susze czy ulewy. Zyskuje środowisko, mieszkańcy i lokalna gospodarka.

ŁZ:. Jak to osiągnęliście?
TW: Kluczem była wiedza – zarówno naukowa, jak i branżowa. Przeprowadziliśmy szczegółowy research, analizując, jak takie odpady są przetwarzane na świecie. Rozważaliśmy różne technologie – od spalania i składowania po zaawansowane procesy chemiczne. Ostatecznie postawiliśmy na rozwiązania inspirowane naturą, wybierając naturalne kompostowanie. Pierwsze nieudane próby prowadziły do cennych wniosków. Eksperymentowaliśmy z różnymi technologiami. Ostatecznie klasyczna technologia przerzucanych pryzm okazała się najbardziej efektywna. Od 20 lat produkujemy od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy ton kompostów rocznie, jesteśmy więc jedną z większych kompostowni w Polsce.
ŁZ: Jesteście w Polsce w tej dziedzinie pionierami?
TW: Tak, obok innej pionierskiej firmy w Słupsku. Przez lata jeździliśmy po Polsce, szerząc wiedzę o kompostowaniu i ucząc jak radzić sobie z osadami ściekowymi. Nie chodziło tylko o sprzedaż technologii, ale także o edukację i dzielenie się doświadczeniami. Dzięki naszym działaniom jesteśmy rozpoznawalni także poza granicą. Jesteśmy członkiem European Compost Network, co umożliwia wymianę doświadczeń na poziomie międzynarodowym. Zarówno przedstawiciele firm, jak i instytucji rządowych podpatrują nasze najlepsze praktyki. Naszą pracę doceniano też na szczeblu krajowym – nagrodzono nas za innowacyjne wdrożenia w ramach gospodarki o obiegu zamkniętym.
ŁZ: Jakie trudności pokonaliście?
TW: Na początku największym wyzwaniem była luka legislacyjna. Brak regulacji dawał swobodę, ale generował też duże problemy, bo nie było wiadomo, jak nasze działania traktować. Kiedy pojawiły się ramy prawne, wpasowaliśmy się w nie, ale z czasem przepisy stawały się coraz bardziej wymagające. Legislacja unijna bywa restrykcyjna, co stawia przed nami wyzwania, ale nie uniemożliwia działania. Kolejną barierą było stworzenie rynku od zera. Sektor komunalny nigdy wcześniej nie rozumował w kategoriach marketingowych – wodociągi nie musiały reklamować wody. Nie ma konkurencji. Musieliśmy się wszystkiego nauczyć.
ŁZ: Jak więc wprowadziliście produkt na rynek?
TW: Postawiliśmy na testy. Znaleźliśmy rolnika, który zgodził się na badania polowe. Na jednej części pola stosowaliśmy nasz produkt, na drugiej nie, a potem porównywaliśmy wyniki. Zapraszaliśmy sąsiadów, żeby zobaczyli różnicę. To się sprawdziło! Kolejnym krokiem była edukacja, przekonanie klientów, że to nie jest „wciskanie odpadów na pola”. To była lekcja do odrobienia: pokazywanie, tłumaczenie, zapraszanie na demonstracje. Poszerzaliśmy ofertę – początkowo sprzedawaliśmy jeden rodzaj nawozu, ale szybko doszliśmy do wniosku, że trzeba więcej. Teraz mamy stałych klientów, którzy widzą korzyści w naszych rozwiązaniach, a nasza oferta obejmuje produkty dla rolnictwa, ogrodnictwa czy sadownictwa. Skupiliśmy się na też sprzedaży hurtowej, ograniczając sprzedaż detaliczną. Stworzyliśmy platformę aukcyjną, na której rolnicy licytują partie naszego produktu. To pomaga uniknąć problemów z negocjacjami cen – rynek sam wyznacza wartość produktu.
ŁZ: Wydaje się, że ryzyko braku surowca do produkcji nawozów wam nie grozi?
TW: Mało tego, przewidujemy nawet jego nadmiar! Unia zmusza gminy do zwiększania poziomu recyklingu. Bioodpady stanowią około 40% odpadów komunalnych, a możliwości ich przetwarzania w Polsce są ograniczone. W tym kontekście nasza instalacja okazała się zbawienna dla regionu.
ŁZ: Inne kierunki rozwoju działalności GWDA?
TW: Teraz zwracamy się ku energii z biogazu. Jesteśmy w końcowym etapie inżynierii finansowej związanej z budową biogazowni, która pozwoli nam wykorzystać cały miks bioodpadów. Dziś mamy kilka własnych źródeł fotowoltaicznych, a także Centrum Badawczo-Rozwojowe, gdzie optymalizujemy procesy – od wytwarzania po zużycie energii przez nasz zakład. Opracowujemy też nowe metody wytwarzania energii, współpracując z lokalną Akademią Nauk Stosowanych.
Stworzyliśmy też zaplecze laboratoryjne, gdzie badamy synergie między różnymi źródłami energii, aby były tanie, efektywne i ekologiczne. Biogazownia pomoże nam ustabilizować cały system, ale nie zamykamy się tylko na nasze wewnętrzne potrzeby. Już ponad sześć lat temu założyliśmy klaster energii, w którym skupiliśmy różne podmioty – od farm wiatrowych po instalacje fotowoltaiczne w okolicach Piły.
Nie zapominamy też o wodzie – filarze naszej działalności. Dziś oczyszczone ścieki kierowane są do rzek, ten strumień ma ogromny potencjał. Wody na świecie nie przybywa, wręcz przeciwnie, dlatego myślimy o systemie recyklingu. To nie tylko kwestie ekologii, ale i zdrowy rozsądek! Spłukiwanie toalety uzdatnioną wodą pitną to przecież ogromne marnotrawstwo, z którym kategorycznie musimy się rozstać.
ŁZ: Plany na przyszłość?
Właśnie opracowujemy strategię dalszego rozwoju. Klaster działa coraz lepiej, a wraz z rozwojem prawa energetycznego zyskujemy stabilne podstawy do dalszych działań. Jako jeden z pierwszych klastrów w Polsce mamy doświadczenie, ale też sporo pracy przed sobą – szczególnie przy uruchamianiu nowych źródeł energii. Myślę, że za dwa-trzy lata biogazownia będzie już gotowa. Jesteśmy blisko finalizacji negocjacji o dofinansowanie. W międzyczasie technicznie włączymy naszą oczyszczalnię do klastra energii, co pozwoli zoptymalizować zużycie i wytwarzanie energii.
ŁZ: Czy to pomysł na przyszłość energetyczną Polski?
TW: Przyszłość to klastry i spółdzielnie energetyczne. Kluczem jest stabilność i przystępność cenowa energii, musimy uniezależniać się od destabilizujących dla gospodarki zakłóceń na rynkach globalnych. Chcemy być dobrze przygotowani, wdrażając systemowe podejście i standardy takie jak ISO 50001. Ta norma energetyczna pozwala nam precyzyjnie monitorować i optymalizować zużycie energii, dzięki temu wiemy, gdzie możemy działać lepiej, oszczędniej i bardziej ekologicznie.
ŁZ: Co jest kluczem do sukcesu GWDA?
TW: Kluczowa jest synergia. To na styku różnych dziedzin powstają innowacje. Gdy łączymy różne obszary – statutową działalność komunalną, produkcję nawozów i energię – zyskujemy przestrzeń do twórczego działania i poszukiwania nowych rozwiązań.
Jesteśmy jednym z niewielu przedsiębiorstw w branży posiadającym EMAS – najwyższy standard ekozarządzania. To dobrowolny certyfikat, który pokazuje nasze zaangażowanie w ochronę środowiska i współpracę z interesariuszami. Jesteśmy wskazywani jako przykład dla innych firm w sektorze komunalnym, to nasza duma i potwierdzenie, że obraliśmy właściwy kierunek.
ŁZ: Jak wygląda promocja takich działań?
TW: Staramy się budować dialog – publikujemy informacje w mediach, prowadzimy zajęcia w szkołach, organizujemy wykłady na uczelniach. Niedawno skorzystaliśmy z pomocy specjalisty od komunikacji, chcemy docierać precyzyjnie do różnych grup interesariuszy i wyjaśniać, jak nasze działania wpływają na jakość życia. Myślę, że dzięki temu mieszkańcy widzą nas jako dynamicznie zarządzaną instytucję, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Chcemy uświadomić mieszkańcom, że usługi komunalne to fundament cywilizacji. Wszyscy rozumiemy znaczenie edukacji czy służby zdrowia, ale nie doceniamy podstawowych osiągnięć, takich jak dostęp do wody czy oczyszczanie ścieków. To standardy, z których nie możemy rezygnować. Dzięki temu dialogowi, mimo różnic, idziemy wspólnie do przodu.
ŁZ: Skąd biorą się wszystkie te pomysły?
TW: To praca zespołowa. Mam szczęście współpracować z niedużym, ale bardzo różnorodnym zespołem – zarówno osoby z wykształceniem zawodowym jak i wyższym to wysokiej klasy specjaliści. Współpraca i umiejętność łączenia kompetencji są kluczowe dla naszego sukcesu, innowacyjne pomysły pojawiają się dzięki współdziałaniu, a ich realizacja pozwala na dynamiczny rozwój. Ludzie są fundamentem naszej firmy i to dzięki ich zaangażowaniu wdrażamy nowatorskie rozwiązania, odpowiadające na wyzwania współczesnej gospodarki komunalnej.
























