Transformacja energetyczna wchodzi w etap, w którym o przewadze nie decyduje już pojedyncza technologia. Coraz większego znaczenia nabiera zdolność łączenia ogrzewania, chłodzenia, odzysku energii, automatyki i danych w jeden efektywnie zarządzany system. O tym, jak zmienia się dziś sektor energetyczny, gdzie kończy się rola pojedynczych technologii, a zaczyna myślenie systemowe, oraz jakie kompetencje, inwestycje i decyzje będą kształtować jego przyszłość, w rozmowie z Małgorzatą Kozieł opowiadają Sebastian Walerysiak, Managing Director Carrier Climate Solutions North East oraz Michał Zgirski, Dyrektor Sprzedaży Viessmann.

Sektor, który musi nauczyć się działać w niepewności

Energetyka znajduje się dziś pod wpływem kilku procesów jednocześnie. Zmieniają się regulacje, oczekiwania dotyczące efektywności energetycznej, koszty prowadzenia działalności, technologie oraz warunki geopolityczne. Jednocześnie tempo inwestycji w poszczególnych częściach gospodarki pozostaje nierówne. Pozytywne wskaźniki makroekonomiczne nie oznaczają automatycznie, że równie szybko rozwijają się modernizacja ciepłownictwa, energetyki budynkowej czy infrastruktury niezbędnej do dalszej elektryfikacji. – Sam rynek nie jest w tej chwili łatwy. Modernizacja PEC-ów, MPEC-ów czy szerzej ciepła sieciowego jest bardzo spowolniona – podkreśla Sebastian Walerysiak.

Energetyka znajduje się dziś pod wpływem kilku procesów jednocześnie. Zmieniają się regulacje, oczekiwania dotyczące efektywności energetycznej, koszty prowadzenia działalności, technologie oraz warunki geopolityczne. Jednocześnie tempo inwestycji w poszczególnych częściach gospodarki pozostaje nierówne. Pozytywne wskaźniki makroekonomiczne nie oznaczają automatycznie, że równie szybko rozwijają się modernizacja ciepłownictwa, energetyki budynkowej czy infrastruktury niezbędnej do dalszej elektryfikacji. – Sam rynek nie jest w tej chwili łatwy. Modernizacja PEC-ów, MPEC-ów czy szerzej ciepła sieciowego jest bardzo spowolniona – podkreśla Sebastian Walerysiak.

To ważny punkt wyjścia, bo transformacja energetyczna nie jest projektem realizowanym w sterylnych warunkach. Musi odbywać się w realnej gospodarce, w której przedsiębiorstwa mierzą się z presją kosztową, niepewnością inwestycyjną i koniecznością konkurowania z firmami spoza Europy.

Tak dynamiczne otoczenie wymaga również innego sposobu podejmowania decyzji. Zbyt długie przygotowywanie rozwiązania może sprawić, że rynek zdąży pójść dalej. Z drugiej strony pochopne wdrożenie technologii bez analizy warunków może stworzyć problemy, których późniejsze naprawienie okaże się kosztowne. – Znalezienie balansu, kiedy szybkość jest decydująca, a kiedy trzeba coś jednak dopracować, jest trudne – zaznacza Walerysiak. Ten balans staje się jednym z najważniejszych wyzwań dla całego sektora. Transformacja wymaga bowiem tempa, ale nie może oznaczać działania bez oglądania się na skutki.

Sama technologia nie wystarczy. System musi być na nią gotowy

Nowoczesne źródło energii może być świetnie zaprojektowane, ale jeśli budynek, instalacja lub infrastruktura nie są przygotowane do jego pracy, efekt będzie daleki od oczekiwanego. Takie sytuacje najlepiej pokazują, dlaczego transformacji nie można sprowadzić do wymiany urządzeń. Przykładem może być osiedle nowoczesnych, dobrze zaizolowanych domów wyposażonych w pompy ciepła. Technologia została dobrana prawidłowo, ale przy dużym porannym poborze energii napięcie w lokalnej sieci spadało na tyle, że urządzenia wyłączały się, chroniąc się przed awarią. Problem nie leżał więc w pompach ciepła, lecz w infrastrukturze elektroenergetycznej.

To samo dotyczy budynków. Nowoczesne urządzenie zainstalowane w obiekcie o wysokim zapotrzebowaniu na ciepło, bez termomodernizacji i z instalacją projektowaną kilkadziesiąt lat temu, nie zacznie działać efektywnie tylko dlatego, że reprezentuje nowszą generację technologii. – Każda technologia ma swoje plusy i minusy. Powinniśmy zawsze szukać balansu i patrzeć na konkretne zastosowanie – podkreśla Walerysiak.

To myślenie odchodzi od technologicznych skrajności. Nie chodzi o udowodnienie, że jedno rozwiązanie jest dobre, a drugie złe. Kluczowe jest zbudowanie systemu, w którym każda technologia pracuje tam, gdzie ma ekonomiczne i techniczne uzasadnienie. Właśnie dlatego coraz większego znaczenia nabierają układy hybrydowe. W części obiektów pompa ciepła nie musi odpowiadać za całkowite zapotrzebowanie na energię. Może pracować przez większość sezonu w zakresie swojej najwyższej efektywności, a inne źródło przejmować szczytowe obciążenia. Wtedy inwestycja jest projektowana nie pod jedną technologię, ale pod optymalny wynik całego systemu.

Od pojedynczych urządzeń do zarządzania energią

Taki sposób myślenia prowadzi do jednej z najważniejszych zmian zachodzących dziś w energetyce. Ogrzewanie, chłodzenie, wentylacja, automatyka i odzysk energii przestają być osobnymi światami. Ich integracja pozwala nie tylko dostarczać energię, ale coraz precyzyjniej decydować, gdzie i kiedy powinna zostać wykorzystana.

Szczególnie duży potencjał widać w przemyśle. Energia, która jeszcze niedawno była tracona wraz z ciepłem odpadowym z procesów technologicznych, może dziś zostać odzyskana i ponownie skierowana do wykorzystania w zakładzie. Chłodzenie jednego procesu może stać się źródłem energii dla innego.

– Można wytworzyć prąd, ciepło i chłód jednocześnie. I zarządzić tą energią – zaznacza Michał Zgirski. To sformułowanie dobrze oddaje zmianę perspektywy. Rozwój sektora zmierza nie tyle w kierunku kolejnych odrębnych urządzeń, ile systemów zdolnych współpracować i wykorzystywać energię wielokrotnie. Ma to bezpośredni wpływ na konkurencyjność przedsiębiorstw. Energia pozostaje jednym z istotnych kosztów działalności przemysłowej, dlatego każda możliwość ograniczenia jej zużycia albo ponownego wykorzystania wpływa na ekonomikę całego procesu.

– Żeby być konkurencyjnym, trzeba optymalizować koszty, a energia to jest koszt. Im więcej energii zaoszczędzimy w całym procesie, tym lepszy mamy bilans i jesteśmy bardziej konkurencyjni – podkreśla Zgirski.

Transformacja energetyczna staje się więc częścią strategii konkurencyjności gospodarki. Przestaje być jedynie odpowiedzią na cele klimatyczne. Jest również inwestycją w odporność biznesu, ograniczenie kosztów i większą efektywność wykorzystania zasobów.

Carrier i Viessmann. Synergia, która zmienia perspektywę

W tę zmianę wpisuje się połączenie kompetencji Carrier i Viessmann. Jego znaczenie jest szersze niż zestawienie dwóch marek czy poszerzenie zakresu dostępnych technologii.

Viessmann przez dziesięciolecia rozwijał kompetencje związane z ogrzewaniem i energetyką budynkową. Carrier wnosi silne zaplecze w zakresie chłodzenia i klimatyzacji. Obszary, które kiedyś mogły funkcjonować równolegle, coraz częściej powinny być analizowane jako jeden proces.

W dużym zakładzie przemysłowym nie ma ekonomicznego uzasadnienia, aby projektować ogrzewanie bez uwzględnienia chłodzenia, odzysku ciepła czy sposobu zarządzania energią. Cały proces może być bardziej efektywny dopiero wtedy, gdy poszczególne elementy przestają funkcjonować niezależnie. – Największy potencjał jest w synergii. Działamy na tym samym rynku i wokół tych samych tematów, a połączenie kompetencji pozwala patrzeć na cały system i jego rozwój – zaznacza Michał Zgirski. Synergia nie oznacza więc tylko możliwości wykorzystania większej liczby technologii. Jej wartość pojawia się wtedy, kiedy można spojrześ na budynek lub proces przemysłowy jako na jeden energetyczny organizm. -Nie chodzi o to, żeby poszczególne urządzenia były od siebie oderwane. Chodzi o połączenie technologii w jeden system – podkreśla Zgirski.

Właśnie taki kierunek może w kolejnych latach definiować nową architekturę energetyki. Granice pomiędzy produkcją, wykorzystaniem i odzyskiem energii będą coraz mniej wyraźne, a przewagę będą dawały rozwiązania pozwalające zarządzać całym bilansem.

Inteligentny system nie oznacza systemu bez człowieka

Integracja technologii powoduje, że rośnie również znaczenie danych. Urządzenia mogą przekazywać informacje o sposobie pracy, systemy mogą analizować ich parametry, a algorytmy coraz wcześniej wykrywać odstępstwa świadczące o pogorszeniu efektywności czy zbliżającej się awarii. Serwis może dzięki temu przestać być wyłącznie reakcją na problem. Coraz częściej będzie próbował go przewidywać.

To także przykład tego, jak zmienia się samo rozumienie innowacji. Zaawansowane centrum R&D może przygotować system analizujący setki parametrów, ale ich liczba nie jest jeszcze miarą wartości rozwiązania. Jeżeli do podjęcia właściwej decyzji wystarcza kilka lub kilkanaście kluczowych danych, to właśnie ich właściwa interpretacja jest ważniejsza od technologicznego nadmiaru. – Możemy monitorować setki sygnałów, ale pytanie brzmi: po co? Czasami potrzebujemy dziesięciu, żeby dokładnie wiedzieć, co dzieje się z urządzeniem – zaznacza Walerysiak.

Podobne podejście dotyczy sztucznej inteligencji. AI może przejmować kolejne powtarzalne procesy, analizować dane i wskazywać anomalie. Nie oznacza to jednak, że zastąpi doświadczenie eksperta. -AI ma nas odciążyć od powtarzalnych, nudnych czynności i podstawowych analiz. Human touch musi być jednak na ostatnim etapie – podkreśla Sebastian Walerysiak.

To ważne zwłaszcza w energetyce, gdzie dwa podobne budynki lub dwa podobne procesy przemysłowe mogą mieć zupełnie inne warunki pracy. Algorytm może znaleźć wzorzec, ale wiedza inżynierska nadal jest potrzebna, aby właściwie go zinterpretować. Dlatego cyfryzacja nie zmniejsza znaczenia ludzi. W wielu obszarach powoduje wręcz, że kompetencje stają się ważniejsze, ponieważ ktoś musi rozumieć coraz bardziej złożony system jako całość.

Najważniejsza inwestycja? – Kompetencje

Tempo transformacji może zostać ograniczone nie tylko przez brak technologii czy kapitału. Równie poważną barierą może być brak ludzi potrafiących nowe rozwiązania prawidłowo projektować, instalować, serwisować i integrować. Właśnie dlatego inwestycje w rozwój nie kończą się na R&D czy nowych liniach produkcyjnych. Równolegle musi powstawać zaplecze kompetencyjne.

Dobrym przykładem jest rozwijane w Viessmann Centrum Kompetencyjne Pomp Ciepła i Wentylacji. Jego początki wiązały się z potrzebą przygotowania rynku do technologii, która nie była jeszcze tak powszechna jak obecnie. Szkoleni byli instalatorzy, serwisanci i pracownicy firmy. Chodziło o zbudowanie wiedzy zanim skala rynku znacząco wzrośnie. -To jest pewna inwestycja w przyszłość, która daje efekty troszeczkę później – zaznacza Michał Zgirski.

Tak rozumiana inwestycja ma dłuższy horyzont niż zakup urządzenia. Technologię można wdrożyć stosunkowo szybko. Kompetencje buduje się latami.

Temu samemu kierunkowi służą inwestycje w zaplecze produkcyjne oraz R&D. W Legnicy rozwijana jest nowoczesna produkcja pomp ciepła wykorzystująca zaawansowaną automatyzację i logistykę, a zaplecze badawczo-rozwojowe pracuje nad rozwiązaniami wykorzystywanymi szerzej w organizacji.

Technologia nie jest jednak traktowana w oderwaniu od ludzi. – Firmy tworzą ludzie – podkreśla Zgirski.

W sektorze łączącym dziś energetykę, automatykę, IT, chłodnictwo, ogrzewanie i ochronę środowiska ta myśl nabiera szczególnego znaczenia. Coraz mniej problemów można rozwiązać poprzez wiedzę z jednej dziedziny. Potrzebni są eksperci rozumiejący zależności między nimi.

Wizja na lata, strategia gotowa do zmiany

Im szybciej zmienia się otoczenie, tym trudniej budować szczegółowe strategie na wiele lat. Nie oznacza to jednak, że firmy powinny rezygnować z długoterminowej wizji. Przeciwnie. Kierunek powinien być określony jasno. Elastyczna musi pozostawać droga prowadząca do celu. – Wizję na 2, 5, 10 lat trzeba mieć. Natomiast strategię, jak dojść do tej wizji, trzeba budować w krótszych okresach, obserwować rynek i nie bać się zmian – zaznacza Michał Zgirski.  To podejście odpowiada realiom sektora po pandemii, kryzysie energetycznym, wojnie w Ukrainie i kolejnych zmianach regulacyjnych. Technologia rozwija się szybciej, a horyzont przewidywalności skraca.

Lider rynku nie może jednak ograniczać się do reagowania. Musi również próbować przewidywać, które rozwiązania będą potrzebne za kilka lat i przygotowywać do nich organizację oraz rynek. – Chcemy dalej pokazywać i wyznaczać trendy i kierunki, które mają się wydarzyć na tym rynku. Chcemy mieć na nie realny wpływ – podkreśla Zgirski.

Wpływ ten nie ogranicza się do technologii. Eksperci angażują się również w prace organizacji branżowych i konsultacje dotyczące przyszłych regulacji. To działalność, której efekt trudno zmierzyć bezpośrednio finansowo, ale jakość tworzonych dziś regulacji może wpływać na cały rynek przez wiele kolejnych lat.  – I tutaj technologia ponownie spotyka się z odpowiedzialnością.

Etyka nie jest dodatkiem do rozwoju

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów podejścia Sebastiana Walerysiaka jest sposób definiowania „inteligencji” w inteligentnym rozwoju. Nie ogranicza jej do cyfryzacji, algorytmów czy parametrów technicznych urządzenia. – Inteligencja w naszym rozumieniu to nie jest tylko inteligencja urządzeń. To jest też inteligencja nas jako firmy. To sposób myślenia – podkreśla Walerysiak.

Konsekwencją takiego sposobu myślenia jest odpowiedzialność za rekomendowane rozwiązania. Ekspert posiada wiedzę, której inwestor nie musi mieć. Jego rolą nie powinno być więc potwierdzanie każdej decyzji, ale również wskazywanie ograniczeń technologii i konsekwencji wyboru. – Klient ma prawo nie wiedzieć. Naszym obowiązkiem jest wytłumaczyć mu, jakie konsekwencje będzie miała jego decyzja, jakie są jej zalety i wady – zaznacza Walerysiak. W praktyce może to oznaczać również powiedzenie „nie”, jeśli rozwiązanie nie będzie działało właściwie w określonych warunkach.

To szczególnie istotne w branży, w której skutki decyzji inwestycyjnych trwają kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Źle dobrana technologia generuje nie tylko koszt zakupu. Może oznaczać lata wyższych rachunków, niższą efektywność i rozczarowanie całą klasą rozwiązań.

Długoterminowa wiarygodność staje się więc ważniejsza od krótkoterminowego wyniku. – Nie chcemy robić rzeczy nieetycznych tylko po to, żeby zdobyć kolejny procent rynku. Jeżeli mamy możliwość wpływania na rynek, to niesie za sobą również wielką odpowiedzialność – podkreśla Walerysiak.

Ta odpowiedzialność prowadzi go do jeszcze jednej, mniej oczywistej definicji roli firmy technologicznej. – Nie chcę być sprzedawcą kotłów czy pomp ciepła. Chcę być sprzedawcą marzeń – mówi Walerysiak.

Za tym sformułowaniem nie stoi marketingowa figura. Chodzi o cel stojący ponad technologią. Właściciel domu nie marzy o konkretnym urządzeniu, ale o komforcie i bezpieczeństwie. Przedsiębiorstwo przemysłowe oczekuje ciągłości produkcji i konkurencyjnych kosztów. Państwo potrzebuje stabilnego, efektywnego systemu energetycznego. Technologia pozostaje środkiem prowadzącym do realizacji tych potrzeb.

Odpowiedzialność, która nie kończy się na biznesie

Tak rozumiana odpowiedzialność wychodzi również poza działalność stricte gospodarczą.

Inicjatywy społeczne nie są traktowane wyłącznie jako element wizerunku. Część z nich rozwijana jest przez lata, mimo że trudno przypisać im bezpośredni zwrot finansowy.

Jednym z przykładów są cykliczne akcje krwiodawstwa. Skala zaangażowania rosła stopniowo. Z czasem regionalne centrum krwiodawstwa zaczęło samo zgłaszać dostępność mobilnego punktu, a podczas pojedynczych akcji zbierano znaczące ilości krwi. – Jeśli przełoży się to na ludzi, których można było dzięki temu uratować, to jest po prostu świetna sprawa – podkreśla Walerysiak.

Jeszcze wyraźniej długoterminową perspektywę pokazują inicjatywy skierowane do młodzieży z trudniejszych środowisk. Ich wartość nie musi ujawniać się w momencie realizacji programu. Czasm widać ją dopiero po latach. Jedna z historii dotyczy młodego człowieka, który po udziale w takim wyjeździe rozwijał kompetencje, zdobył kwalifikacje zawodowe i założył własną firmę instalacyjną. Inna – dziewczyna poznana podczas projektu później wróciła do niego w roli instruktorki. – Czasami dla nas coś może wydawać się niewielkie, a dla drugiego człowieka może być całym światem. To jest wielki przywilej móc coś takiego robić – zaznacza Walerysiak.

W podobny sposób można patrzeć na edukację dotyczącą energii i środowiska. Wiedza przekazywana dzieciom nie zmieni wyników firmy w następnym kwartale. Może jednak wpłynąć na sposób, w jaki przyszłe pokolenie będzie podejmowało decyzje dotyczące energii, budownictwa czy odpowiedzialności środowiskowej. To kolejny przykład inwestycji, której zwrotu nie powinno się liczyć wyłącznie w krótkim horyzoncie.

Nowa architektura energii zaczyna się od decyzji

Wracając do pytania postawionego na początku: czy inteligentny rozwój energetyki oznacza więcej technologii? – Nie.

Przyszłość sektora rzeczywiście będzie bardziej zaawansowana technologicznie. Ogrzewanie i chłodzenie będą coraz silniej integrowane, energia odpadowa stanie się zasobem, systemy zarządzania będą wykorzystywały dane, a AI przejmie część analiz i pozwoli szybciej reagować na nieefektywność. Ale sam rozwój technologii nie rozwiąże problemów sektora.

Potrzebna jest infrastruktura zdolna ją obsłużyć. Potrzebni są ludzie posiadający kompetencje do jej prawidłowego wykorzystania. Potrzebne są inwestycje w R&D, produkcję, edukację i przygotowanie rynku. Potrzebna jest synergia obszarów, które przez lata rozwijały się oddzielnie, czego przykładem jest łączenie kompetencji Carrier i Viessmann.

Potrzebna jest wreszcie odpowiedzialność.

Technologia może dać firmie ogromną liczbę możliwości. Inteligentny rozwój zaczyna się dopiero wtedy, kiedy organizacja potrafi odpowiedzieć na pytanie, które z nich rzeczywiście warto wykorzystać i jakie konsekwencje przyniesie ta decyzja za pięć, dziesięć czy piętnaście lat.

I być może właśnie to najlepiej definiuje nową architekturę energii. Nie jest to architektura zbudowana z pomp ciepła, systemów chłodzenia, automatyki czy algorytmów. To architektura decyzji, w której technologia, wiedza, ekonomia, odpowiedzialność i człowiek zaczynają funkcjonować jako jeden system.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj