
Waldemar Miksa, prezes Yellow House Education SA, w rozmowie z Damianem Baranem z redakcji sekcji „Rzecz o Innowacjach i Inwestycjach”, opowiada o powszechnej edukacji dwujęzycznej, jej wpływie na przyszłość społeczeństwa oraz o rozwoju innowacyjnego modelu nauczania w Polsce i na świecie.
Panie Prezesie, czym właściwie jest systemowa powszechna edukacja dwujęzyczna?
Waldemar Miksa: Najprościej mówiąc, to rozszerzenie klasycznego modelu edukacji powszechnej o drugi język. Tradycyjnie edukacja odbywa się w języku ojczystym, a my dodajemy drugi język – uniwersalny (angielski), w którym dzieci równolegle przyswajają treści związane przede wszystkim z nauką, technologią, sztuką, kompetencjami społecznymi i robotyką. To nie jest tylko nauka języka, to życie na co dzień w otoczeniu dwóch języków, co pociąga za sobą wiele korzyści w wymiarze indywidulanym i społecznym.
Jak to się różni od tradycyjnego nauczania języków obcych?
Tradycyjnie uczymy „języka obcego” przez tłumaczenie, a w naszym modelu język nabywany jest naturalnie, jak pierwszy – poprzez immersję, czyli zanurzenie w języku. Celem nie tylko jest znajomość języka na poziomie komunikatywnym, lecz opanowanie go na poziomie kompetencji natywnych.
Jakie mechanizmy nabywania języka są wykorzystywane?
Dziecko zaczyna słyszeć już w siódmym miesiącu ciąży, dlatego nasz proces zaczyna się od trzeciego miesiąca przed narodzinami. Potem dziecko osłuchuje się z językiem przez zabawę i codzienne interakcje. To proces, który przebiega naturalnie – równolegle do nabywania języka ojczystego.
A jak wygląda to zanurzenie językowe w praktyce?
Wykorzystujemy zarówno materiały w formie fizycznej, jak pacynki, maskotki, zeszyty ćwiczeń, książeczki, jak i cyfrowej – np. piosenki, filmy, gry – do stworzenia bogatego środowiska zanurzenia w języku, zarówno w domu, jak i placówce. Kluczowy jest też system ewaluacyjno-rekomendacyjny, który na bieżąco sprawdza, czego dzieci nauczyły się i proponuje lub generuje kolejne aktywności.
Czy rodzice muszą znać język obcy, by wspierać dziecko?
Nie. Rolą rodzica jest towarzyszenie, nie nauczanie. W takim przypadku rodzice uczą się z kontekstu, podobnie jak dzieci. Do tego dochodzą materiały wspierające rodziców. Analogicznie jest zresztą z opiekunami w żłobkach, czy nauczycielami w przedszkolach, którzy nie znają języka – oni również podlegają procesowi immersji, a więc nabywają język z kontekstu.
Jak przebiegała ewolucja modelu biznesowego Yellow House Education?
Zaczynaliśmy od pojedynczych placówek, a później, widząc efektywność naszej metody, zaczęliśmy współpracować z samorządami. Obecnie współpracujemy z ponad 500 samorządami w Polsce i za granicą, realizując projekty warte od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych. W tej chwili przyszedł czas na systemowe wdrożenia na poziomie całych krajów i to się dzieje zarówno w Afryce, jak i Zatoce Perskiej. Dość intensywnie zaczynamy też działać w Ameryce Łacińskiej.
Jak ten rozwój wpłynął na lokalne systemy edukacji?
Nasz model cieszy się dużym zainteresowaniem. W niektórych krajach w tym kontekście rozważne są już zmiany w całym systemie nauczania. W Polsce nowe standardy dla żłobków uwzględniają edukację dwujęzyczną, a jeżeli rozwinie się ona od najmłodszych lat, możemy w przyszłości stworzyć nie tylko w pełni dwujęzyczne, ale także bardziej wyedukowane i otwarte społeczeństwo.
Czy wierzy Pan, że dwujęzyczność stanie się globalnym standardem edukacyjnym?
Tak – to nasz kolejny obowiązkowy i jednocześnie naturalny krok cywilizacyjny. Dwujęzyczność nie tylko nie osłabia pierwszego języka, ale wręcz go wzmacnia. W ciągu najbliższych kilku lat powstaną wzorcowe wdrożenia w kilku krajach, które zainspirują innych. Tak jak internet łączy ludzi, tak wspólny język ma potencjał do budowania rzeczywistej wspólnoty obywateli świata.
Jakie szanse i wyzwania widzi Pan w rozwoju franczyzy imersji językowej?
Franczyza pozwala na szybkie wdrażanie anglojęzycznego środowiska w prywatnych placówkach, które mają większe możliwości finansowe. Dzięki temu możemy testować nowe rozwiązania, które później trafią do szkół publicznych.
Czy planujecie standaryzację franczyzy pod kątem lokalizacji językowej?
Na razie nie myślimy o innych niż angielski językach w kontekście biznesowym, ale badawczo analizujemy, jak taka lokalizacja mogłaby wyglądać. Głównie skupiamy się na zrozumieniu procesu przyswajania języka przez dziecko, co pomoże w późniejszej lokalizacji dla innych języków.
Jakie dostrzega Pan korzyści z popularyzacji edukacji dwujęzycznej, szczególnie w kontekście Polonii?
Edukacja dwujęzyczna może być szczególnie przydatna w krajach, gdzie istnieją mniejszości narodowe, jak np. na Litwie, gdzie uczymy angielskiego podobnie jak w Polsce przy pomocy nauczycieli bez kwalifikacji językowych – wykorzystują oni wtedy materiały wprowadzające w języku polskim. Wzmacniamy tym samym oba języki, co ma korzyści nie tylko edukacyjne, ale i społeczne.
Jak powszechna edukacja dwujęzyczna wpływa na wartość marki Yellow House Education?
Tożsamość Yellow House Education jest ściśle związana z powszechną edukacją dwujęzyczną. Naszym celem jest, aby stała się ona standardem globalnym. Chcemy być liderem przełomowej zmiany, którą współtworzy całe społeczeństwo.
Jak mierzycie satysfakcję odbiorców?
Regularnie przeprowadzamy ewaluację projektów, współpracujemy z ośrodkami doskonalenia nauczycieli i zbieramy opinie od rodziców. Satysfakcja jest na poziomie 99 proc., a teraz chcemy wykorzystać AI i big data, by procesy ewaluacji były m.in. bardziej zautomatyzowane.
Czy traktuje Pan ścieżkę B2C jako projekt wysokiego ryzyka, ale z dużym potencjałem skalowania globalnego?
Tak, traktuję ścieżkę B2C jako projekt o wysokim ryzyku, ale również o największym potencjale skalowania – zarówno w sensie biznesowym, jak i społecznym. Nasz produkt jest adresowany przede wszystkim do rodziców bardzo małych dzieci, a nawet jeszcze przed ich narodzeniem.
Produkt, który tworzymy, ma być czymś więcej niż tylko aplikacją – ma oferować pełną immersję od najwcześniejszych chwil życia dziecka i być całkowicie pod kontrolą rodzica. Wierzymy, że odpowiedzialność za rozwój językowy i poznawczy dziecka powinna być wspierana przez nowoczesne narzędzia, które integrują się z codziennym życiem rodzin.
Zakładamy również możliwość wyodrębnienia osobnej spółki, operującej niezależnie od głównego podmiotu (np. z Yellow House Education SA), która podjęłaby się wdrażania tej ścieżki B2C na zasadach kapitału wyższego ryzyka. Taka spółka mogłaby w pełni skoncentrować się na dystrybucji cyfrowej i wykorzystaniu odpowiednich budżetów marketingowych, kierując ofertę bezpośrednio do rodziców. W tym ujęciu nasza misja polega na umożliwieniu rodzicom świadomego wspierania rozwoju swoich dzieci – to oni decydują czy chcą taką ścieżkę obrać, a my jesteśmy jedynie narzędziem umożliwiającym realizację tej decyzji. Sukces tego podejścia wyeliminowałby ostatecznie model pruski z edukacji, efektywnie włączając rodzica w cały proces od okresu prenatalnego. W konsekwencji powinno dojść do harmonijnej współpracy między rodzicami a instytucjami publicznymi na poszczególnych etapach procesu wychowawczo-edukacyjnego. To byłby nasz model – model polski.
Gdzie widzi Pan Yellow House Education za 5–10 lat?
Naszym celem jest stworzenie modelu edukacyjnego, który obejmuje każde dziecko, od trzeciego miesiąca przed urodzeniem do 10. roku życia. Mamy w związku z tym potencjał, by stać się największym przedsięwzięciem edtechowym na świecie.
Jakie największe ryzyka technologiczne towarzyszą przejściu od prototypu do masowego wdrożenia?
Największym wyzwaniem jest skalowanie rozwiązań i przygotowanie pod to infrastruktury. Praca nad projektem wymaga także zmiany mentalności i czasu na akceptację nowego modelu nauczania. Choć może to stanowić wyzwanie w wielu miejscach, dotychczasowe reakcje bardzo pozytywnie nas zaskakują.
Jakie różnice technologiczne w różnych krajach wpływają na ryzyka operacyjne?
Na przykład w Afryce musimy wprowadzić także rozwiązania offline, które pozwalają na naukę mimo braku stabilnego dostępu do internetu. Podobnie to wygląda w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. Jednak internet satelitarny powinien w ciągu najbliższych lat stworzyć wszystkim równe szanse.
Wobec tego, czy system powszechnej edukacji dwujęzycznej, który tworzycie, jest wystarczająco elastyczny, by dopasować się do lokalnych realiów kulturowych i edukacyjnych?
Zdecydowanie tak – elastyczność naszego systemu edukacji dwujęzycznej to jeden z jego kluczowych fundamentów. Już na etapie projektowania uwzględniamy różnorodne realia kulturowe i edukacyjne, co jest niezbędne w kontekście globalnej ekspansji. Choć korzystamy z europejskich i zachodnich wzorców, to nasze największe zainteresowanie i potencjał widzimy poza Europą – w krajach Zatoki Perskiej, Afryce czy Ameryce Łacińskiej.
Stale uczymy się, jak najlepiej adaptować nasz system do lokalnych potrzeb. Dysponujemy technologicznym zapleczem, które umożliwia szybkie dostosowanie treści – zarówno językowych, jak i wizualnych. Przykładowo, w krajach muzułmańskich rezygnujemy z przedstawiania treści, które mogą być kulturowo nieodpowiednie.
Naszym celem jest budowanie uniwersalnych wartości edukacyjnych, ale kluczem do zaufania – szczególnie w relacjach z partnerami rządowymi – jest właśnie lokalna wrażliwość i dopasowanie.
Co jest największym wyzwaniem w rozwoju programu edukacyjnego?
Wyzwanie stanowi zmiana paradygmatu myślenia i działania w kwestii drugiego języka. Musimy zrozumieć, że drugi język nie musi być, a nawet nie powinien być „obcy”. Nauka języka nieojczystego wciąż jeszcze powszechnie opiera się na tradycyjnych metodach. Proponowany przez nas model równoległej – dwujęzycznej edukacji – przynosi znacząco lepsze efekty zarówno edukacyjne, jak i finansowe oraz społeczne.
Jak motywacja zespołu wpływa na rozwój projektu?
Zespół, który wierzy w misję, jest kluczem do sukcesu. Nasze zaangażowanie w promocję i implementację powszechnej edukacji dwujęzycznej przekłada się na jakość wdrożeń i synergiczne relacje z partnerami na rynkach lokalnych i międzynarodowych.
Dziękuję za rozmowę.



























